Tomasz Drwal (17-2-1 MMA, 3-1 UFC) oficjalnie potwierdził, że 27 marca br. na gali UFC 111: St. Pierre vs Hardy w New Jersey (USA) stoczy kolejną walkę. Przeciwnikiem Tomka będzie Brazylijczyk - Rousimar "Toquinho" Palhares (10-2 MMA, 3-1 UFC).
Drwal to jedyny zawodnik organizacji UFC (najbardziej prestiżowa organizacja MMA na świecie), który walczy pod Polską flagą. Polak miał bardzo udany poprzedni rok w UFC. Wygrał trzy kolejne pojedynki, wszystkie przed czasem, pokonując kolejno: Ivana Serati (11 - 3 – 0), Mike Ciesnolevicza (17-4-0) oraz Drew McFedriesa (8-6-0). Czy polski zawodnik jest wstanie do tego rekordu dopisać również Palharesa? Czy jest w stanie pokonać brazylijskiego mistrza grapplingu? W mojej ocenie jak i całej redakcji PERFEKT-TV jak najbardziej tak! Obecnie Tomek jest w życiowej formie. Jednak spora część znawców MMA w Polsce jak i na świecie jest innego zdania. Dla nich wygrana Drwala w tej walce wydaje się mniej prawdopodobna, a dla niektórych jest wręcz niemożliwa. Wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane już 27 marca, kiedy obaj panowie staną naprzeciw siebie w oktagonie. Tomek już nie raz był przez fachowców skazywany na przegraną i zazwyczaj wtedy wychodził z klatki jako zwycięzca. Większość wcześniej wygranych pojedynków Tomek zawdzięczał ogromnie wielkiej determinacji i sercu do walki, to od niedawna dokłada do tego umiejętności nabyte i wypracowane wspólnie z trenerami w Throwdown Elite Training Centre. Życie nauczyło go pokory i szacunku do innych, ale pozbył się wszelkich kompleksów i nie boji się wyznaczać sobie ambitnych celów. Na sukces pracuje bardzo ciężko. Cały czas inwestuje w swoją karierę. Każda jego walka to kolejny krok przybliżający Tomka do mistrzowskiego pasa. Drwal bardzo dobrze o tym wie i wierzę, że zrobi wszystko by wykorzystać swoje pięć minut. Faktem jest, że jego rywal jest kreowany przez fachowców na przyszłą gwiazdę UFC. Jest zawodnikiem kompletnym, bardzo dobrze wyszkolonym technicznie do perfekcji ma opanowaną walkę w parterze. Na tym etapie nie ma już słabych przeciwników, nie ma mowy o kalkulacjach czy jakiś innych manipulacjach. Liczy się tylko wygrana. Tomasz Drwal, który obecnie przebywa w San Diego (USA), gdzie trenuje i przygotowuje się do arcyważnego pojedynku nie zapomina o Polsce i swoich fanach:
Witaj Tomek! Jak przywitałeś Nowy Rok?
Nowy Rok spędziłem w gronie znajomych. Było miło i przyjemnie, wręcz wystrzałowo! Stary rok był dla mnie dość łaskawy, jednak chciałbym, aby nadchodzący był jeszcze lepszy! Czego również życzę wszystkim fanom sportów walki nie tylko w Polsce?
W mojej ocenie, powinieneś być zadowolony z tego, co osiągnąłeś w 2009 roku. Czy Ty również tak to widzisz?
Generalnie tak. Nie był to zły okres w mojej karierze. Jestem zadowolony. Jeśli chciałbym już ponarzekać to myślę, iż mogłem stoczyć więcej pojedynków, ale wynikły inne równie ważne sprawy, które musiałem pozałatwiać lub dokończyć. Widocznie tak musiało być.
Czy mówiąc o „innych sprawach równie ważnych”, które musiałeś pozałatwiać lub dokończyć masz na myśli studia? Czy obroniłeś już pracę magisterską?
Dokładnie tak. Mogę pochwalić się, że jestem jak to się mówi: „Magistrem od fikołków”.
Tomek, bardzo nas cieszy ta wiadomość. Proszę abyś przyjął gratulacje za trud i upór, jakim niewątpliwie się wykazałeś, godząc sport zawodowy z ukończeniem studiów i zdobyciem tytułu magistra!
Dzięki! Cieszą gratulacje, ale uważam, że nie jest to wyczyn nadzwyczajny. Wielu polskich sportowców obiera właśnie taki kierunek swej drogi życiowej.
Oczywiście jak zwykle wrodzona skromność nie pozwala Ci mówić nic innego! Wracając do tematu MMA, w naszej ocenie rok 2009 był przełomowym rokiem w Twojej karierze zawodowej. Czy zgodzisz się z tą opinią? A może jednak to rok 2010 będzie tym, który najbardziej zaważy w Twojej karierze?
W 2009 roku, szczęśliwie dla mnie, większość z zaplanowanych działań udało mi się zrealizować, więc nie ma powodów do narzekań. Pytasz, czy był to przełomowy rok w mojej karierze? Chyba nie. Sam często nad tym rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że owszem był to ważny etap mojej kariery, ale nie mogę uznać go za przełom. Za dużo jeszcze stoi przede mną wyzwań. Co przyniesie mi rok 2010? Na co mogę liczyć? Czas pokaże. Zobaczymy jak to będzie. Na pewno jestem pozytywnie nastawiony, zresztą tak jak zawsze /śmiech/. Nie ukrywam, że stawiam sobie coraz to wyższe cele. Poprzeczka cały czas idzie w górę. Wyższe cele wymagają jeszcze większej pracy. Czy ta praca przełoży się na sukcesy? Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Pojawiły się informacje, że w marcu będziesz walczył, a Twoim kolejnym przeciwnikiem będzie Brazylijczyk - Rousimar Palhares z rekordem 10-2. Czy możesz potwierdzić te informacje?
Tak. Potwierdzam. Moja najbliższa walka odbędzie się 27 marca na UFC 111. Dlatego też już od ponad dwóch tygodni jestem w USA gdzie przygotowuję się do tej walki.
Rozumiem, że klubu i trenerów jak na razie nie planujesz zmieniać? Oczywiście, że nie planuje niczego zmieniać! Tradycyjnie mieszkam w San Diego i trenuję w klubie Throwdown Elite Training Centre. Do tego pojedynku przygotowuje mnie czterech trenerów, a każdy z nich to specjalista światowej klasy! Za stójkę odpowiada - Tony, który również trenuje Diego Sancheza. Dean Lister zajmuje się parterem a trenerzy: Searge i Jacko są odpowiedzialni za kardio i zapasy.
Zawsze, kiedy z Tobą rozmawiałem na temat Twojego pobytu i treningów w USA, wypowiadałeś się bardzo życzliwie o ludziach, z którymi pracujesz. Jakby tego było mało, powiedziałeś kiedyś, że w Ameryce znalazłeś swój port życiowy! Czy planujesz wyjechać do USA na dłużej, być może na stałe?
Wszyscy Ci panowie są nie tylko super trenerami, ale i wspaniałymi ludźmi, na których mogę liczyć w każdej sytuacji i to nie tylko na sali treningowej. To oni w trudnych dla mnie chwilach, bezinteresownie się mną zaopiekowali i skierowali na odpowiednie tory. Co do mojego pobytu czy przeprowadzki do USA, to na razie nie chciałbym wybiegać za bardzo w przyszłość. Wszystko „wyjdzie w praniu”. Teraz interesuje mnie tylko koncentracja na treningach i przygotowaniu do pojedynku z Palharesem. Nic poza tym się nie liczy. Faktem jest, że tutaj w USA mam wszystko, co potrzeba profesjonalnemu zawodnikowi. W naszym kraju nie miałbym szansy przygotować się do pojedynków, które mnie czekają.
Wracając do czekającego Cię pojedynku. Co dziś możesz powiedzieć o swoim przeciwniku?
Palhares to trudny przeciwnik. Jest silnym i twardym zawodnikiem. Bardzo dobrze wyszkolony technicznie. Jego największym atutem jest walka w parterze. Do perfekcji opanował każdego rodzaju dźwignie i skrętówki. Myślę, że będzie to dobra walka. Czy masz już obraną taktykę i strategię na ten pojedynek? Oglądałeś już jego wcześniejsze walki?
Nie, nic nie mam! Ale obiecuję, że kiedy wejdę do oktagonu będę wiedział wszystko o swoim przeciwniku, co jest potrzebne, aby go pokonać. Cały sztab ludzi na to pracuje. Ktoś doradza mi od strony taktyki, ktoś inny pomaga od strony przygotowania technicznego, a zupełnie, kto inny od strony promocji. Moim zadaniem jest solidnie trenować i wypełniać polecenia trenerów. Tu wszystko odbywa się bardzo profesjonalnie.
Czy po marcowej walce masz już zaplanowane kolejne pojedynki?
Na razie koncentruję się na najbliższej walce. Co będzie dalej? To się okaże po 27 marca.
Dobrze, wrócimy do tematu po walce. Tomek, powiedź, co dzieje się w Twoim klubie Change Gym w Krakowie? Obecnie jesteś w USA, a kto prowadzi zajęcia? Czy Twoi podopieczni mogą się już pochwalić jakimiś sukcesami?
Klub działa cały czas. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zajęcia prowadzą Łukasz Chlewicki i Damian Krawczyk. Obecnie mamy kilku obiecujących chłopaków, jednakże każdy z nich musi z czegoś żyć i nie zawsze mogą pogodzić przygotowanie do zawodów z pracą, jaką wykonują. Indywidualnie muszę wymienić Damiana Krawczyka, który całkiem nieźle sobie poradził na ostatniej gali Angels of Fire. Mam nadzieje, iż w niedalekiej przyszłości usłyszycie więcej o chłopakach z Change Gym. Potrzeba nam trochę więcej czasu.
Oglądałeś pojedynek pomiędzy Pudzianowskim a Najmanem? Co możesz powiedzieć o tej walce?
Tak, oglądałem! Zastanawiam się czy o taką właśnie promocję MMA nam chodziło?? Proszę mi wybaczyć, ale nie chciałbym, aby mnie źle zrozumiano. Są dwie rzeczy do omówienia w tej sprawie. Pierwsza, która jest pozytywna: po tej walce ludzie zaczeli mówić o MMA, a skoro mówią to znaczy, że coś się ruszyło w temacie. Druga sprawa jest mniej pozytywna, bo niestety wszyscy, jak to się mówi „nie w temacie” patrzą na MMA w Polsce przez pryzmat pojedynku: Najman vs. Pudzian. Sam doświadczyłem tego, gdy w Krakowie byłem w saunie. Rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który mnie zapytał:, „Co trenujesz?” Odparłem, że trenuję MMA. „Oo! To trenujesz to, co Pudzianowski!” Tak, to, co Pudzianowski - potwierdziłem. Resztę pozostawiam bez komentarza.
Czy zgadzasz się z niektórymi opiniami fachowców, że Mariusz może zrobić karierę w MMA?
Dlaczego nie? W Polsce już ją zrobił. Ma dobrze wypromowane nazwisko. W świecie jest znanym sportowcem. Nie każdy jest 5 krotnym mistrzem świata w zawodach Strongman. Myślę, że różne organizacje będą zabiegały o takiego człowieka. Nie mniej jednak, to jego kolejne walki i ich wyniki zweryfikują wszystko. Wtedy będziemy wiedzieli, czy Mariusz zrobi karierę w mixed martial arts czy też nie.
Co myślisz o porównaniu przez jeden z amerykańskich portali Pudziana do Brocka Lesnara?
W chwili obecnej nie ma to żadnego sensu. Dajmy się Mariuszowi rozkręcić. MMA to nie zawody Strongman! Poczekajmy jeszcze chwile.
MMA zaczyna zyskiwać w Polsce, co raz większą popularność. Mamy liczną grupę doświadczonych i znanych zawodników. Czy dostrzegasz wśród młodych zawodników jakieś szczególne talenty, które mogą w przyszłości „zabłysnąć” na światowych arenach? Jeżeli tak, to, kogo?
Oczywiście jest duża grupa wyróżniającej się młodzieży, co cieszy mnie bardzo, bo w dzisiejszych czasach młodzi ludzie kuszeni są różnego rodzaju rozrywkami, które nie zawsze wychodzą im na dobre. Moim zdaniem jednym z takich, który niedługo zabłyśnie na światowych arenach jest - Salim Damian Touahri.
Należysz do tego pokolenia MMA w Polsce, które niejako torowało drogę pozostałym, młodszym czy mniej doświadczonym zawodnikom. Czy to ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Ciężko powiedzieć, ale zawszę służę radą dla młodszych, bo ten sport jest naprawdę ciężki. Nie tylko z racji samych treningów i walki, ale także ze względu na ludzi. Musisz być czujny i uważać, z kim pracujesz, bo ludzie mogą ci narobić sporo kłopotów. Wiem coś o tym z własnego bagażu życiowych doświadczeń.
Według mojej oceny, jesteś Polskim zawodnikiem, który jak na tą chwilę osiągnął największy sukces w tym sporcie. Czy możesz spokojnie żyć i utrzymać rodzinę z tego, co robisz w tej chwili?
Dzięki za uznanie. Tak, teraz mogę żyć i utrzymać siebie z MMA, bo rodziny jeszcze nie mam, ale jeśli bym ją miał myślę, że nie było by z tym problemu.
To właśnie chciałem usłyszeć! Cieszę się razem z Tobą, że doczekałeś się tych dni. Życzę Ci jeszcze większych osiągnięć i trzymam kciuku za najbliższą walkę! Chociaż mam nadzieję, że jeszcze porozmawiamy przed walką z Palhares.
Ok. Dzięki bardzo i pozdrawiam wszystkich fanów i ludzi trzymających kciuki za mnie. Cześć do następnego razu.
Autor: Rosomak Źródło: www.perfekt-tv.pl |